Tower of London
Trudno o lepsze miejsce na początek wycieczki niż Tower of London, ale jest to też super miejsce na zakończenie dnia.
Więc w końcu jak lepiej? Początek czy koniec? Najlepiej jedno i drugie… No tak też się da jeżeli sprytnie ułożymy trasę 🙂
Dzisiaj na obrzeżach szeroko pojętego “centrum” (piszę w cudzysłowie, bo jak się okaże w kolejnych odcinkach to wcale nie takie proste), a kiedyś tutaj zaczynał się Londyn. Kiedy ktoś przypłynął morzem, potem wpłynął w deltę Tamizy, która prowadziła do Londynu przez różne zakola i zakręty rzeki, aż wreszcie spoza drzew wyłaniał się jeden ze szczytów wieży Tower czyli po polsku wieży Wieży.
Dzisiaj w Londynie wież mamy bez liku, ceglane, kamienne, metalowe szklane. Jeśli ktoś chce i ma fantazję, to nawet w ogródku może sobie taką postawić.
Ale prawie tysiąc lat temu to było coś, to było wydarzenie bez precedensu. Dlatego nie trzeba było kombinować, nazwali to po prostu The Tower, bo była tylko jedna wieża i już wiedzieli o której mowa. Łatwo też było ją dostrzec z każdego punktu miasta (chyba że akurat stało się plecami do niej), ponieważ była najwyższym budynkiem w Londynie.
Dziś możemy sobie zrobić taką symulacje – co ówczesni ludzie musieli czuć na jej widok. Jest takie miejsce, gdzie najlepiej stanąć, żeby mieć dobry widok na Tower – no ładnie wygląda, no solidne te mury, no ale jak oni to zbudowali bez dźwigu, ile osób zginęło przy budowie (autentyczne pytanie od turysty). Ale żeby wysoka to nie bardzo, wielu z nas mieszka w wyższych blokach i wiele innych myśli.
A teraz odwracamy się na pięcie i… boom to dopiero widok – wieżowiec na wieżowcu. Ta lśniąca ściana szkła i metalu złożona z różnych kształtów robi wrażenie. Wysokie, szerokie, strzeliste i błyszczące – otóż tak samo myśleli mieszkańcy Londynu, kiedy po raz pierwszy zobaczyli Tower prawie tysiąc lat temu.
Na około były brudne, zmurszale, drewniane domy, a tu nagle takie cudo – The White Tower czyli Biała Wieża. Wiem, że nie wygląda na białą dzisiaj, no ale cóż latka lecą, przypruszylo się biedactwo. Wtedy zaś to był błysk. Kamienia a zwłaszcza w takiej ilości, w tym miejscu jeszcze ludzie nie widzieli.
Jak to kamienia nie widzieli? Nie, no widywali wiele skał, ale te wycięte kamienie i ułożone w tak wysoką i szeroką wieżę to była nowość. I jak to nie raz bywa z nowościami, ludziom się nie podobało. Kręcili głowami to za mało powiedziane, pewnie nawet spluwali z niesmakiem, albo ostentacyjnie oświadczali, że nie będą nawet spoglądać w tamtym kierunku. Znawcy architektury współczesnej, było ich może ze dwóch, w porywach trzech, może nawet byli zachwyceni taką awangardą, ale przecież bali się powiedzieć tego na głos, żeby tłum “znawców” nie zawlókł ich na plac przed wieżą, zakuł w dyby i obrzucał końskim łajnem (nie zmyślam, to autentyczna kara z tamtych dni – odpowiednik dzisiejszego “hejtu” na Facebooku.)
No, ale co im się nie podobało? Że trzy narożne wieże są kwadratowe a jedna okrągła? No nie pasuje ten okrągły narożnik, no ale co mieli zrobić? Kwadratową klatkę schodową żeby schody wyglądały, tak jak w dzisiejszych blokach mieszkalnych. Musiały być spiralne i to jeszcze w określonym kierunku (o tym bliżej, kiedy będzie o wyższości ruchu lewostronnego) żeby szybko przebiec z góry na dół.
A może krytykowali fakt, że nie ma ani jednego komina. Kto to widział? Jak coś takiego ogrzać. No nie ogrzewało się i tyle. Było trochę takiej antycznej fotowoltaniki – zdjąć koszule i wystawić plecy do słońca, albo otworzyć okiennice na chwilę. Tych problemów nie było, bo nikt o kominach wówczas nie słyszał.
Może nie podobało się, że za blisko rzeki, a może że po złej stronie, a może za wysokie, za szerokie, a dlaczego kwadratowe, a czemu nie okrągłe albo trójkątne – wszystko to byłoby ważnym powodem do narzekania, gdyby nie jeden najważniejszy, który naprawdę mógł spędzać Londyńczykom sen z powiek. To był symbol opresji, agresji, brutalnej siły nowej, obcej władzy.
Najazd normański i podbój Anglii przez Wilhelma Zdobywcę, zwanego, z niejednego powodu – Bękartem (wówczas to słowo było naprawdę mocnym przekleństwem, coś takiego jak dzisiaj ***). Po tym jak przepłynąl z północy Francji, wygrał bitwę pod Hastings w 1066 i zaczął swój marsz na północ, życie zwykłych ludzi i arystokcji (tej wąskiej grupy, która wogóle przeżyła) zmieniło się raz na zawsze.
Francuski jako język urzędowy, nowi właściciele ziemscy, nowi żołnierze, nowi księża, nowe zwyczaje i co najważniejsze nowe fryzury. Wilhelm nie nosił brody i długich włosów, jak to zwykło się przedstawiać ludzi z tamtych czasów. Wprowadził on nową modę, ogolona twarz, podgolony tył głowy i długa grzywka.
No to chyba mamy główny powód niechęci do nowego budynku. Kto to widział – długo z przodu, krótko z tyłu – (przynajmniej bez wąsów na przedzie). Nowa moda, pewnie nie była entuzjastycznie przyjęta, ale z czasem okazało się, że jak dodamy misternie pleciona kolczuge, groźny wyraz twarzy a do tego świeżo ukuty hełm i trochę krwi wroga na policzkach to nawet nieźle to wygląda.
Najgorsze było to, że ten cały Wilhelm, to nawet kamień przywiózł z Francji (mówiąc dokładniej z Normandii).
Tego to już za wiele. A mało to się tego kamienia plącze u nas pod nogami, mało to razy się małym palcem walnie przechodząc przez drogę, mało to razy leży ci taki głaz na miedzy i tylko kłócić się trzeba, kto ma go przesunąć. A nie widział ten Wilhelm jak płynął przez kanał, że cały prawie południowy brzeg to skały takie, że on sam i to ze swoim koniem dziesięć razy mógłby się tam schować. No właśnie. To po co taszczył to wszystko, jakby nie mógł przywieźć trochę wina, sera, pasztetu i tych bagietek z chrupiąca końcówka, jak każdy porządny człowiek, co przyjeżdża stamtąd.
On musiał zaszaleć, zwalić ten gruz i potem znowu ułożyć tylko już w formie, którą podziwiamy dzisiaj.
Tak to oto powstała Biała Wieża jako symbol nowej władzy i dlatego właśnie nie zaskarbila sobie serc współczesnych.
Z biegiem czasu gusta się jednak zmieniają, wrogie nastroje łagodnieją, najeźdźcy stają się swojakami i po paruset latach trudno wyobrazić sobie Londyn bez Tower of London.
Dobrze więc tutaj zacząć, przejść przez, albo chociaż obok Tower, wejść na most, przez most, pokręcić się po okolicy bliższej i dalszej. To zależy od czasu, kondycji i tego ile wytrzymamy zanim klapniemy na miękkie krzesło w pubie przy Tower z rybą, frytkami i dobrym, chłodnym piwem.
Chcesz przeżyć to z nami?
Spacery po Londynie i wycieczki tematyczne organizujemy non-stop:
Jeszcze jedno…
Na naszym Facebooku dzielimy się zdjęciami z takich wyjazdów i ogłaszamy nowe terminy jako pierwsi.
📌 Polub nas, żeby być na bieżąco: Happy Tours na Facebooku
A jeśli znasz kogoś, kto kocha Harry’ego Pottera – wyślij mu ten wpis. Kto wie, może to właśnie będzie jego zaproszenie do magicznej przygody?


