W poszukiwaniu centrum Londynu
Pytanie o centrum miasta to zazwyczaj najłatwiejsze jeżeli chodzi o podawanie kierunków. Co za problem? Tam gdzie rynek albo ratusz, albo katedra czy na przykład główny dworzec kolejowy (to kolejny kwiatek wśród londyńskich osobliwości).
W Londynie pytanie o centrum może sprawić nie lada kłopot.
Uważni turyści w Londynie, którzy zwracają uwagę na różne szczegóły mijane po drodze, pewnie zauważą, że na znaku z nazwą ulicy pod spodem albo z boku jest napisane City of Westminster, albo City of London.
Jeżeli ktoś już naprawdę wytęży wzrok, to zobaczy dwie różne tabliczki na tej samej ulicy – to jest takie dziwne miejsce. Niby przechodzimy przez ulicę, tak jak setki razy to robiliśmy, ale też jednocześnie przekraczamy granice. Bez paszportu, bez ETA, nawet bez limitu bagażu.
Rozglądamy się na boki nie widać żadnej różnicy. O co chodzi? Komuś się tabliczki pomyliły, a może zabrakło takich samych?
Nic z tych rzeczy. To taka pozostałość po dawnych czasach, kiedy były tu dwa miasta. I już zaczynamy rozumieć, skąd ten problem z centrum. Dwa miasta to dwa centra i żadne nie chce się zgodzić, aby to drugie zostało uznane za to oficjalne.
Też nie do końca tak.
Dobrze, wiadomo że Brytyjczycy lubią się różnić od Europy. Czy naprawdę lubią i robią to specjalnie, czy też tak im jakoś wychodzi? A może po prostu robili to, co robili, a potem się okazało, że to zupełnie inaczej, niż na kontynencie?
Jaki powód by to nie był, faktem jest, że ani Londyn, ani Westminster nie mają klasycznego, kwadratowego rynku z ratuszem, małymi domkami na okolo oraz ulicami biegnącymi pod równym kątem.
Jest kilka miejsc, które mogłyby się wydawać dobrymi kandydatami do miana centrum.
Na przykład taki Parliament Square – tyle się tu dzieje i nie mam na myśli tylko protestów politycznych. Nest Big Ben, parlament, Opactwo Westminster, nawet pomnik Churchill’a. Jedyny minus, że to nie za bardzo leży w centrum, raczej na zachodnim jego skraju. Owszem jak pójdzie się w jedną stronę to atrakcja, na atrakcji. Niemal potknąć się o nie można – London Eye, żołnierze na koniach, muzea, sklepy, restauracje i puby.
Ale jakby się odwrócić na pięcie i przez przypadek pójść w odwrotnym, to niewiele tam jest. Owszem, ładne te ulice, ale poza jednym parkiem i większą stacją kolejową to w sumie nic szczególnego.
Tak więc miejsce nie kwalifikuje się na centrum, bo wcale nie jest tak za bardzo pośrodku.
W takim bądź razie może Pałac Buckingham? W końcu wszystko w Londynie powinno się toczyć wokół rodziny królewskiej. Uroku tej okolicy odmówić nie sposób. Duży, przestronny plac, piękna fontanna, trawa, kwiatki zmieniane co kilka miesięcy, złote bramy, straż królewska na baczność, od czasu do czasu nawet Król się pojawi. Ale co to za centrum miasta, jak żadnych przybytków tu nie ma. Nie uświadczysz toalety, ani sklepu z pamiątkami, jedna jakaś budka z napojami, nie ma gdzie przysiąść, chyba że na chodniku, nie ma co zjeść ani się napić, chyba że mamy prowiant ze sobą, ale to chyba tylko na trawie i uważając żeby kanapki nie porwała nam gęś, kaczka czy pelikan, które tam mieszkają w parku.
Nie ma tu nawet żadnego pubu w zasięgu wzroku i co ważne nawet jednego kosza na śmieci. Jak tu żyć? Biedny Król męczy się w takim luksusie. Jakoś daje radę i może nawet lepiej dla niego, bo kto chciałby mieszkać w centrum, kiedy może być otulony parkami.
Zostawiamy więc Pałac za nami i podążamy szukać centrum Londynu.
Jak tam dojść od Pałacu? Można powiedzieć że prościej się nie da, zgubić też się nie sposób. Od Pałacu odchodzi kilka ulic, ale my wybieramy tę najszerszą i najprostszą, a do tego czerwoną. The Mall prowadzi nas wprost do centrum
Teraz już wszystko jasne – jesteśmy na Trafalgar Square. Jakby się nie obrócić – z każdej strony jesteśmy w samym środku miasta. Stąd łatwo dojść do Pałacu, jak właśnie zaprezentowaliśmy, ale równie szybko i łatwo do Big Ben, London Eye, Soho, Piccadilly czy Covent Garden. Równie prosta droga do City. Londyn to nie tylko te główne, wszystkim znane atrakcje.
Dosłownie rzut beretem stąd i mamy pub przecięty na pół (oraz kilka innych w całości), uliczkę tak wąską że trzeba nieraz wciągnąć brzuch, uliczkę żywcem niemalże wyjętą z Harry Potter’a, jedyną ulicę z ruchem prawostronnym, szansę na zdjęcie u progu rezydencji premiera przy Downing Street, najstarszą restaurację w Londynie, najmniejszy posterunek policji, kościół z ukrytym ogrodem, kościół z muzyką klasyczną na żywo.
Zgłodnieliśmy od tego wyliczania? No to mamy tuż za rogiem Chinatown, a także kuchnię włoską, Fish and Chips, desery serwowane w tak pięknych dekoracjach, że za kołnierz wyciągają bo dobrowolnie nikt wyjść nie chce.
Jest też park z jeziorkiem pełnym łabędzi i mnóstwo wiewiórek biegających wśród drzew.
Jeżeli ktoś chce po tym wszystkim kulturalnie się zrelaksować, to ma kilka kroków do teatrów pełnych musicalowych przebojów.
Czas na zakupy? Nic prostszego – Leicester Square ma każdą możliwą pamiątkę, jaką można przywieźć z Londynu, a kilka minut dalej możemy nawet poszaleć na Oxford Street.
Jeżeli ktoś miałby problem ze znalezieniem tego miejsca, to można je z daleka zidentyfikować dzięki kolumnie Nelsona. Gdzie na czubku stoi Admirał Nelson, który wygrał bitwę pod Trafalgar, ale na sam koniec niestety zginął. Jak dostarczono jego doczesne szczątki do Londynu i jak jadł widelcem oraz nożem mając tylko jedną rękę, to już dowiemy się na miejscu.
I gdyby jeszcze komuś było mało argumentów, że to jest najbardziej centralne miejsce w Londynie,.to na środku placu, przy pomniku króla Karola (nie, nie tego – Karola I) jest tabliczka, która w kilka zwięzłych słowach mówi w sumie to samo, co ja tutaj w kilkuset 🙂 No ale gdy już przyjedziecie, to zobaczycie, ile w tym zakątku się dzieje, że wprost nadziwić się nie można. Swoją drogą i tak mam wrażenie, że zapomniałem o czymś wspomnieć. Żeby niczego nie przegapić, zapraszamy do Londynu i do zobaczenia na Trafalgar Square!
Chcesz przeżyć to z nami?
Spacery po Londynie i wycieczki tematyczne organizujemy non-stop:
Jeszcze jedno…
Na naszym Facebooku dzielimy się zdjęciami z takich wyjazdów i ogłaszamy nowe terminy jako pierwsi.
📌 Polub nas, żeby być na bieżąco: Happy Tours na Facebooku
A jeśli znasz kogoś, kto kocha Harry’ego Pottera – wyślij mu ten wpis. Kto wie, może to właśnie będzie jego zaproszenie do magicznej przygody?


