Londyńskie Mosty
Londyn jak wiadomo podzielony jest przez Tamizę na Północny i Południowy. Nie chcemy jednak mówić o podziałach, różnicach i animozjach, ale o tym, co nas łączy – londyńskie mosty.
Jest ich 35 a każdy inny, każdy ważny oraz potrzebny, każdy daje nam okazję na piękne widoki i pomachanie ludziom płynącym łodką po rzece.
Od którego by zacząć, żeby inne się nie obraziły?
Zacznijmy od wschodu, po kolei, tak jakbyśmy właśnie szli na spacer.
Tower Bridge
No ten to musi być stary, skoro stoi koło tysiącletniej twierdzy, jest zwodzony i wygląda jak stary zamek – nie do końca. Ten most trochę udaje. Wystroił się w wieżyczki i różne inne gotyckie falbanki, a tak naprawdę ma ledwo 130 lat, co za dzieciak! No takie były czasy, że w XIX wieku najmodniej było być staromodnym. Góra może wyglądać na wiekową, ale dolna część, która otwiera most była szczytem nowych technologii i nawet dzisiaj zadziwia nas, jak to jest zrobione, że nagle dwie połówki mostu majestatycznie podnoszą się do góry i jakby machają do nas na powitanie. Warto wejść na most bo widoki są piękne, a na środku dosłownie jest – dziura w moście. Jeżeli ktoś jest bardziej odważny, to można kupić bilet żeby wejść na górną część i spojrzeć w dół przez szklaną podłogę.
London Bridge
Tutaj już mamy kawał historii – od Rzymian, przez Wikingów, Tudorów i innych łobuzów. Most był tu prawie od zawsze. No oczywiście nie ten co dzisiaj – to by dopiero był wyczyn, gdyby Rzymianie coś takiego zbudowali, no ale niewiele im brakowało.
Oni zbudowali pierwszy drewniany most, potem jak spróchniał to drugi i tak dalej, aż jeden król w XII wieku tak narozrabiał, że w ramach pokuty zbudował kamienny most. To było cudo – lepszy niż niejedna ulica dzisiaj – domy wzdłuż mostu, pełno sklepów i ogromny ruch. Tak to trwało, aż w XIX wieku zastąpiono go nudnym kamiennym mostem, który szybko się zestarzał i w latach 60 XX wieku został zastąpiony tym, który widzimy dzisiaj. Tamten zaś został zakupiony przez Amerykańskiego milionera z fantazją oraz dużym budżetem i teraz ozdabia jezioro w Arizonie.
Millenium Bridge
Ten most jest najlepszy do spacerowania, bo jest tylko dla pieszych oraz ma piękne widoki w każdą stronę. Jakby tu się nie ustawić, jakby nie zapozować – zawsze będzie ładnie. Most pięknie się pręży w słońcu i błyszczy, ale nie zawsze był taki idealny. Początki nie były obiecujące. Na rok 2000 jedną z atrakcji miało być właśnie otwarcie tego mostu. Co jak co, ale nawet w Londynie nowy most nie otwiera sie codzień, więc to było wydarzenie i tłumy się zebrały, ale most nie jest od tego, żeby sie na niego patrzec – most jest od chodzenie przecież. No i jak zaczęli chodzić to – oops – most zaczął się kołysać. Być może najpierw myśleli, że to taka atrakcja, ale szybko się zorientowali, że to nie żarty i most coś słabo został skręcony. Nikomu nic się nie stało, ale potem zajęło dwa lata, aby zainstalować dodatkowe podpory i teraz już nic się nie chybocze. I jeszcze jedno – w przerwie między pozowaniem do zdjęć spójrzcie pod stopy – tam są setki gum do żucia a wiele z nich jest pomalowanych przez artystę, który w ten sposób jeszcze bardziej ozdabia ten most.
Waterloo Bridge
Być może nie jest najładniejszy, ani największy czy najstarszy, ale też ma w sobie coś specialnego. Powstawał w czasie II wojny światowej, kiedy to wiele brytyjskich kobiet wzięło się za prace, które do tej pory uważane były za męskie i świetnie sobie z tym radziły. Najlepszym przykładem jest właśnie ten most, zwany nieraz potocznie – Ladies Bridge. Kobiety spawały, murowaly, woziły materiały, dokonywały obliczeń – nic nie było zbyt ciężkie albo zbyt skomplikowane. Udowodniły wszystkim, że podział na męskie i damskie prace jest sztuczny i tak naprawdę liczy się zapał, spryt i determinacja. Najlepszym podsumowaniem tego wyczynu jest to, ze spośród londyńskich mostow jest to podobno jednyny ukończony na czas i poniżej kosztów. Most ten ma też jeden mroczny moment, kiedy to w 1978 Bułgarski dysdent Georgi Markov został ugodzony nabojami z rycyny wystrzelonymi z parasola, ale bez obawy takie rzeczy dzisiaj juz się tam nie dzieją – no chyba, ze nagrywano by nowego Bonda.
Westminster Bridge
Tutaj zawsze dużo ruchu, bo tak jest ten most ustawiony, że bardzo wszystkim po drodze. Do London Eye czy do Big Bena, a może na spacer południowym brzegiem rzeki, albo żeby uchwycic najlepsze ujęcie parlamentu. Świetna lokalizcja – dlatego to był drugi most w Londynie. Trudno sobie wyobrazić, ale do XVIII wieku był tylko jeden – London Bridge. Nie trzeba było jednak gnać, aż tak daleko, żeby przeprawić się przez rzekę. Można było skorzystać z usług przewoźników, którzy małymi łódkami transportowali ludzi na drugą stronę. Tak im się dobrze pracowało i tyle mieli chętnych, że byli absolutnie przeciwko mostom. Taki most przecież odebrałbym im klientów. Przez wiele wieków udawało im się zablokować każdy taki plan, aż wreszczie przyszła rewolucja przemysłowa, gdy tych małych łódek poprostu nie starczyło i zaczęły się mosty. Ten most ma też taką dość ulotną atrakcje – żeby ją zobaczyć to należy iść zachodnią stroną (tą bliżej parlamentu) około 13 i jeżeli jest słońce to spójrzcie na cień rzucany przez most – nic więcej nie powiem, proszę spojrzeć na załączone zdjecia.
To tylko pięć wybranych mostów, jeżeli chcecie zobaczyć więcej i zobaczyć jak naprawdę wyglądają zapraszamy do Londynu
Chcesz przeżyć takie wycieczki z nami?
Spacery po Londynie i wycieczki tematyczne organizujemy non-stop:
Jeszcze jedno…
Na naszym Facebooku dzielimy się zdjęciami z takich wyjazdów i ogłaszamy nowe terminy jako pierwsi.
📌 Polub nas, żeby być na bieżąco: Happy Tours na Facebooku
A jeśli znasz kogoś, kto kocha Harry’ego Pottera – wyślij mu ten wpis. Kto wie, może to właśnie będzie jego zaproszenie do magicznej przygody?


